środa, 18 czerwca 2014

ja doula skandalistka :)



Poruszona do głębi dyskusją na fanpage Fundacji Rodzić po Ludzku pod postem o doulach próbuje dojść do siebie po lawinie obrażania i deprecjonowania mojej profesji. Ciekawi mnie źródło zawziętości kobiet,  które pozwalały sobie nas doule nazywać „złodziejkami uroku zawodu położnej”, „manipulatorkami z pogranicza prawa”, ”niedouczonymi babami po dwudniowym kursie”, „pozbawione zdrowego rozsądku rozpychające się łokciami służące”....
Próbuje być empatyczna ale nie umiem dotrzeć do potrzeb  jakie stoją za tymi słowami. Przychodzi mi pierwszy raz od dawien dawna skonstatować, no cóż są ludzie którzy wąsko myślą i wolą stawiać wysokie warowne mury zamiast budować porozumienie na granicy stykania się kompetencji. Nie pozostaje nic innego jak po prostu przejść z tą myślą do porządku dziennego. A w moim porządku dziennym jest wiele miejsca na naukę i rozwijanie umiejętności doulowych.

Zostałam doulą ponieważ uwierzyłam, że każda kobieta ma prawo do dobrego porodu. Uwierzyłam, że dobry poród to po pierwsze poczucie bezpieczeństwa. Nie jestem już całkiem młoda więc sporo historii porodowych słyszałam. Na palcach jednej ręki można policzyć te które były jednoznacznie wspaniałe. I to nie jest mój wymysł, oczernianie i szkalowanie środowiska położnych. Taki jest system w którym nie ma tyle miejsca dla kontaktu położna -rodząca ile by każda zainteresowana chciała. Nie będę tu przywoływała badań naukowych na temat wsparcia przy porodzie, wszystkie je znamy, a jeśli nie, to łatwo je wyszukać. Nie jestem manipulatorką, która tylnymi drzwiami wdziera się na salę porodową wyrwać „czar zawodu”. Nie chcę nikomu nic wyrywać, mam pełne ręce swojej roboty. Idę bo mogę, idę bo moje oddanie w stu procentach kobiecie jest potrzebne by czuła się bezpiecznie. Tej konkretnej kobiecie, która wie, że tego potrzebuje, która rozeznała swoje potrzeby na tyle, żeby wiedzieć, że jej ciało do rodzenia potrzebuje stałej obecności kogoś akceptującego, przytomnego i silnego. Tej, która do mnie zadzwoniła i poprosił o moją obecność. 

Nikomu nie mówię przed porodem, położna zrobi ci krzywdę a  beze mnie nie urodzisz,  mówię - nie rodź bez położnej. Poznaj ją przed porodem, jeśli masz pieniądze wybierz indywidualna opiekę, ja przyjdę po porodzie wyjść z twoim starszym dzieckiem na spacer albo z psem  i ugotuję ci rosół z karpia. Mówię.. no tak rozmawiam z ciężarnymi, a pewnie, rozmawiam bo to legalne,  bo mogę,  bo mnie ciąża i poród fascynuje, uwielbiam słuchać  - bo to mój największy atut. Jestem od tego, nie żeby jak na konkursie recytatorskim linijka po linijce deklamować książkę i wykładać wiedzę, jestem po to żeby wysłuchać, dopytać, podsunąć  lekturę, film czy zdjęcie, które wesprze, zdejmie odium traumy, którym jeszcze przez pokolenie naszych matek jesteśmy karmione. Ja karmię pożywnie, nie erzacem – musisz to przetrwać jak każda, ludzkość by wyginęła gdyby każda się tak nad sobą trzęsła… ble ble ble. Moje doulowe serce cieszy się czytając  czy słysząc, że kobieta miała w porodzie cudowną położną, rodziła z ukochana mamą i nie zamieniła by jej na nikogo innego, przyjaciółka która nie była na doulowym kursie okazała się the best doula ever... cieszy mnie to bo kobieta w porodzie miała wsparcie. Miała poczucie bezpieczeństwa, i doświadczyła cudu narodzin.

Czasy nam się zrobiły takie, że niektóre kobiety żyją z dala od bliskich, albo bliscy zrobili się dalecy i fajnie móc liczyć na kogoś, kto z pełna akceptacja wejdzie w relację okołoporodową, ktoś-doula to nie tylko kobieta po maleńkim kursie, doula na stażu to nic innego jak kształcenie ustawiczne, samokształcenie czy jak to chcecie nazwać, to ścieżka rozwoju zawodowego na prawdę wymagająca i ani jedna z zalecanych lektur nie jest podręcznikiem położnictwa. 

Dlaczego niektórych tak bulwersuje, że chcę za mój czas dostać wynagrodzenie? Niestety nie jestem bogata by pracować tylko za dziękuję. Gdy mnie nie ma w domu, moja córka jest z opiekunką, i choć wiem jak się kochają, płace jej z wielką radością. 

Zdecydowałam się otworzyć szkołę rodzenia. Tak, to skandal prawdziwy. Pewnie większy niż to że  w szkole rodzenia do której sama chodziłam powiedziano mi ze rodzenie w domu to ciemnogród a do pielęgnacji dziecka nadaje się TYLKO bejbi srejbi. A reszta to pomiot diabła.
Ja tego skandalu nie czuję. Czuję natomiast swoje pedagogiczne przygotowanie i kilkunastoletnie doświadczenie w uczeniu ludzi! Czuję niemal nabożne przywiązanie do Fundacji Rodzić po Ludzku, która mnie przygotowała odpowiednim kursem do prowadzenia szkoły i która dba o najaktualniejszą wiedzę a ja dbam o to żeby regularnie zaglądać na stronę Fundacji.  Czuję, że najważniejszą rzeczą jest dodać kobiecie wiary we własne siły w swoją moc a tego nie załatwi sam dyplom uniwersytecki, tylko wielkie otwarte, serce.

5 komentarzy:

  1. Absolutnie się z panią zgadzam.... jestem poruszona,czuję się naiwna,bo nawet nie wiedziałam,że takie dyskusje się tocza. Gorąco panią pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Karolka! Super!!! Tak trzymaj! <3 Jesteś piękna i piękne to co robisz. Szczerze wzruszyłam się czytając Twój wpis. Ja miałam to szczęście znaleźć się w wąskiej grupie kobiet, które doświadczyły cudu i magii porodu w domu z cudownymi położnymi i ojcem dziecka. Ale nie każda ma to szczęście i świadomość, że może być pięknie, a każdej się to należy. Jesteś baaardzo potrzebna. Działaj, bo to co robisz jest piękne i jest w tym czyste serce. :) :* <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Karolina, pięknie! Całym sercem się zgadzam!

    OdpowiedzUsuń
  4. zniknął mój komentarz więc jeszcze raz piszę, brak zapłaty spowodowałby w rodzącej potrzebę zrewanżowania się, zależności, chęci odwdzięczenia co nie jest wskazane ani dobre ani dla jednej ani dla drugiej strony. Poza tym usługa to usługa dobra praca powinna być równa dobrej płacy. No i zgadzam się z każdym słowem autorki tekstu ;)

    OdpowiedzUsuń